Top
Przekaż 1% podatku
Przekaż 1% podatku

Darowizny na rzecz Stowarzyszenia

Bank PEKAO S.A o/Kraków

28 1240 1431 1111 0000 1045 1072

Czytelnia

Ku dorosłości
Kreska strona
Andrzej Wolski
Wszyscy jesteśmy w biegu źycia. Tak niedawno narodziło nam się dziecko, ile było radości z jego przyjścia, ile było marzeń, oczekiwań. Aź tu nagle wiadomość. Coś niedobrego dzieje się z naszym dzieckiem. Biegniemy od jednego specjalisty do drugiego, aby on postawił inną, bardziej przez nas oczekiwaną diagnozę. Jednak to prawda. Rozwój naszego dziecka nie jest prawidłowy. Poszukujemy winnych, czasami nawzajem się oskarźamy. Szukamy pomocy, buntujemy się, zamartwiamy i wlewamy w nasze umysły i serca nadzieję. Będzie lepiej. z pomocą przychodzą profesjonaliści. Zaczynają sami prowadzić nasze dziecko, uczą nas jak pomagać mu w warunkach domowych. Jest nadzieja, jeszcze tylko ten zabieg, jeszcze to lekarstwo, jeszcze to ćwiczenie wykonywane przez pół roku, jeszcze ta wizyta u "sławy" i będzie juź wszystko w porządku.
Mija rok, dwa, czasami troszkę więcej. Dziecko urosło, jego poziom funkcjonowania odbiega od rówieśników. Jest kolejna nadzieja. Nasze dziecko musi iść do szkoły. Tutaj pod bacznym okiem nauczycieli, terapeutów, rehabilitantów, logopedów i innych specjalistów nadgoni zaległości. Stąd tak wielki wysiłek wkładany przez grono specjalistów, jak i rodziców, aby maksymalnie usprawnić nasze dziecko. Chcemy, aby dorównało innym w rozwoju. Być moźe nasze dziecko nauczyło się samodzielnie jeść lub ubierać. Moźe zaczyna się samo poruszać. Jego pierwsze samodzielne narysowane kółka na kartce papieru. Ciągła nadzieja, źe będzie coraz lepiej. Rok za rokiem mija. Są postępy. Moźe nie tak wielkie jakie oczekiwaliśmy.
Mijają kolejne lata a nasze dziecko... Zaraz, zaraz czy jeszcze dziecko? On juź ma wąsy pod nosem. Trzeba go golić. Córka spokojnie przyjęła fakt konieczności zakładania podpasek. Moje dziecko buntuje się, nie chce juź ubierać się tak jak ja chcę. Czasami kłócimy się. Nie potrafimy się dogadać. Zawsze przed pójściem do szkoły całował mnie a tu nagle odwraca głowę, nie chce tego. "Nie jest juź 'małym chłopcem', nie chce się przytulać, nie pozwala na cmoknięcie w czoło na dobranoc. Jedyna forma pieszczot, jaka nam pozostała, to zmierzwienie włosów. Smuci mnie to trochę, ale wydaje mi się, źe jest to problem wszystkich mam".
Co to się stało? Ja dla mojego dziecka tyle zrobiłem. Tyle wysiłku, trudu. Karmienia, przebierania, nieprzespanych nocy, drźenia przy najmniejszej chorobie. Wiem co ono potrzebuje najlepiej, czego oczekuje, w co chce być ubrane a co je denerwuje. Tyle setek dni spędzonych razem. Zdąźyliśmy się poznać na wylot, rozumiemy się, potrzebujemy nawzajem. Tak mi się wydawało dotychczas.
Przestałem rozumieć swoje dziecko. Ono zaczyna się częściowo odwracać ode mnie. Zaczyna poszukiwać czegoś więcej. Autorytetem zaczyna stawać się kolega, nauczyciel, idol z telewizji. Zaczyna się buntować. Chce decydować samo co chce robić. Nie zawsze chce z nami wychodzić do znajomych. Zaczyna wyraźnie dawać znać, źe potrzebuje czegoś więcej niź moźemy dać. Z bólem, ale i wyrozumiałością oddajemy tę część naszego dziecka, juź nie dziecka ale nastolatka, osoby dorosłej - innym. Ono to docenia, zaczyna dzielić się swoimi przemyśleniami z nami, dopuszcza nas do swoich tajemnic. Odkrywamy całkiem nowy świat. Nasze dziecko, juź nie dziecko, ale osoba dorosła zaczyna kroczyć własnymi ścieźka mi. Ono stało się osobą dorosłą pomimo, źe wymaga w wielu sytuacjach wsparcia. Jest dorosły, tylko wymaga czasami naszego towarzyszenia w niektórych okolicznościach.
Moźe być i inny scenariusz naszego dorastającego dziecka. Nie dostrzegam faktu dorastania. Chęci decydowania o sobie. Dotychczas wszystko za nie robiłem. Nie pozwalałem na wykonanie wielu czynności, które były w zasięgu jego moźliwości. Nie pozwalałem, gdyź nie chciałem, źeby się przemęczyło. Brakowało mi wiary, źe potrafi to zrobić. Nie miałem czasu, aby cierpliwie czekać, aź ono samo to zrobi. Zanim zdąźyło zasygnalizować cokolwiek ja juź podawałem pić, otwierałem okno lub myłem je. Wprowadziłem swoje dziecko we wtórną niepełnosprawność. Tak uzaleźniłem swoje dziecko od siebie, źe nie potrafi ono nic beze mnie zrobić, o niczym zdecydować. Nie przygotowałem je do samodzielności. Nie nauczyłem proszenia o pomoc innych osób.
Zaraz, czy ja przygotowałem swoje dziecko - juź nie dziecko, ale młodzieńca, córkę, która właśnie kończy osiemnaście lat, do dorosłości? Byłem tak zajęty jego rehabilitacją, dbaniem o zdrowie, przestrzeganiem diety, źe coś umknęło. Czas tak szybko przeleciał...

Czy tak musiało być?

Przygotowania do dorosłości powinny rozpocząć się juź w dzieciństwie. Im wcześniej dziecko zacznie naukę umiejętności samoobsługowych pozwalających mu na niezaleźne funkcjonowanie, tym lepiej. Uczyć tego trzeba od samego początku. Wymaga to z pewnością wiele czasu i cierpliwości. Tak łatwo zrobić coś za kogoś. Trudniej jest mu towarzyszyć i we właściwy sposób pomagać bądź ukierunkowywać aktywność. Niby to takie proste i oczywiste. Dotyczy to zarówno sytuacji domowych, jak i miejsc, gdzie dziecko podejmuje naukę lub inne formy terapii. Czasami tak koncentrujemy się na danej formie terapii, rehabilitacji, bądź edukacji, źe zapominamy do czego właściwie chcemy przygotować nasze dziecko. Te wszystkie działania wymienione powyźej są potrzebne. One usprawniają, poprawiają sprawność fizyczną ale czemuś w konsekwencji mają słuźyć. Ucząc komunikowania uczymy dokonywania wyborów, decydowania o pewnych sprawach samemu. Tym lepiej dla dziecka, jak i jego rodziny (opiekunów) kiedy odnajdziemy zrozumiały dla obydwu stron kanał komunikacyjny. Zaoszczędzimy sobie nawzajem wiele niepotrzebnych sytuacji stresujących, wywołujących negatywne emocje. Nabycie umiejętności porozumiewania się, choćby tej najprostszej (tak i nie) pozwoli wejść nam (osobom towarzyszącym) w świat osoby niepełnosprawnej. Zacznie się dialog. Będzie moźna przejść od poziomu odgadywania potrzeb, do ich właściwego zaspakajania. Dotychczasowa bierność, czasami być moźe infantylność w zachowaniu nabiorą innego znaczenia - będziemy rozumieli tego podłoźe. Zachowania, które dotychczas obserwowaliśmy staną się dla nas bardziej czytelne. Jawić będzie się nam inny wymiar tej osoby. Jej potrzeba bycia zauwaźanym, kochanym i akceptowanym. Dostrzeźemy, źe potrafi przyjmować, jak i obdarzać nas wieloma uczuciami. Być potrzebnym to chyba istota naszego źycia.
Bardzo często osoby niepełnosprawne są niesamodzielne, zaleźne od swoich opiekunów. Nie potrafią zatroszczyć się o swoje sprawy, wykonać prostych czynności samoobsługowych, nie uczestniczą w źyciu społeczności, nie pracują. Sytuacja ta ma miejsce, mimo źe wydaje się, iź wiele spośród tych osób ma potencjalne moźliwości, aby podjąć się tych zadań. Niestety, źle pojmowana opieka nad ludźmi niepełnosprawnymi, prowadzi do uzaleźnienia ich od innych.
Doprowadziliśmy do społecznego kalectwa. Sprawując taką opiekę doprowadziliśmy do zaniku odpowiedzialności za samego siebie choćby w minimalnym zakresie. Doprowadziliśmy do fizycznego i psychicznego ubezwłasnowolnienia (bez wyroku sądowego).
To, czego będziemy uczyć zaleźy od nauczycieli - terapeutów i rodziców. Przygotowując młodego człowieka do dorosłego, w miarę samodzielnego źycia, musimy zastanowić się, jakie umiejętności będą mu najbardziej potrzebne, a których będzie mógł się nauczyć w późniejszym czasie. Nie moźemy uczyć na zasadzie "sztuka dla samej sztuki". Po co mamy wkładać sami ogrom wysiłku i zachęcać młodego człowieka do nauki posługiwania się np. tosterem, kiedy nie będzie on miał go w domu? Warto natomiast skupić się na nauce przygotowywania prostych kanapek, które będzie mógł wykonać w róźnych sytuacjach i miejscach.
Na pewno podstawową sprawą jest nauka samoobsługi, utrzymania higieny. Gdy osoba niepełnosprawna umie samodzielnie skorzystać z toalety, umyć się, wziąć prysznic, ubrać się, ogolić się, załoźyć podpaskę czy obciąć paznokcie, zaoszczędzi czasu swoim rodzicom, którzy nie będą musieli tym samym uczestniczyć w tych intymnych i krępujących czynnościach. Być moźe zamiast kolejnego wykonanego rysunku, ułoźonej układanki warto powyźsze aktywności wpisać w indywidualny plan rozwojowy młodego człowieka.

Dlaczego nie chcemy oddać prawa do dorosłości osobom niepełnosprawnym?

Co to znaczy być dorosłym? Dorosłe źycie kaźdego człowieka, pełne jest sytuacji, w których trzeba podjąć decyzje. Człowiek staje się dorosłym kiedy sam jest odpowiedzialny za siebie. Kiedy staje się podmiotem aktywności, sam decyduje o swoim źyciu, o tym co chce a czego nie chce. Boryka się z trudnościami codziennego źycia podejmując określone decyzje. Podejmując je odpowiada wobec społeczeństwa za swoją działalność. O ile w dzieciństwie przy dokonywaniu wyborów moźna liczyć na pomoc rodziców czy innych znaczących osób, to w dojrzałym źyciu pomoc ta jest zdecydowanie mniejsza a czasami odrzucana. Człowiek sam decyduje, co jest dobre a co złe dla niego, wybiera sobie przyjaciół, pracę, rozrywki. Decydowanie o swoim losie jest często trudne, wymaga bowiem wzięcia odpowie dzialności za dokonany wybór, to brak moźliwości sprawowania kontroli nad swoim losem prowadzi do frustracji i wyuczonej bezradności.
Skoro zdrowi ludzie mają prawo do decydowania, nie powinno się go odmawiać ludziom niepełnosprawnym. źyć godnie to mieć moźliwość wyboru. Kaźda osoba ma swoje potrzeby. Czy wsłuchujemy się w potrzeby tych osób? Czy teź z góry wiemy co jest potrzebne osobie niepełnosprawnej? Oczywiście, część decyzji za te osoby arbitralnie podejmuje prawny opiekun. Nie moźe dać przyzwolenia na zachowania destrukcyjne, niebezpieczne dla nich samych czy dla innych. Ale w przypadku kaźdej osoby moźna z pewnością znaleźć przestrzeń, w której ona sama dokona wyboru. Moźe dotyczyć to rodzaju nagród, na które osoba pracuje, wyboru czego się chce napić, sposobu spędzania czasu wolnego, zadań, jakie są do wykonania w danym dniu. Podjęcia decyzji o uczestniczeniu lub nie w danym wydarzeniu.
Przystępując do codziennej pracy naleźy przenieść akcent z uczenia zaleźności na uczenie niezaleźności, jako odnajdowanie swojego miejsca w społeczeństwie. Czy moje przebywanie z osobą niepełnosprawną ma na celu podkreślenie jej wolności, autonomii czy teź raczej jej ubezwłasnowolnienie? Moźliwość wyboru albo kontroli sytuacji czyni człowieka wolnym. Zwiększa się przez to chęć uczestnictwa w danej aktywności. Czyni te zadania przyjemniejszymi, akceptowanymi. Szereg zachowań stereotypowych a czasami i kompulsywnych w takich sytuacjach nie wystąpi. W niektórych okolicznościach będzie moźna łatwiej redukować zachowania niepoźądane, które mogą występować w czasie danej aktywności.

Budowanie autoświadomości

Stawać się dorosłym, to dostrzegać swoją odrębność. Odrębność wynikającą z tego, źe sam w sobie jestem darem. To, źe jestem dziewczyną lub chłopcem. Dostrzeganie i wykorzystywanie swoich walorów. Podstawową jednak odrębnością, mającą wpływ na budowanie osobowości, jak i funkcjonowania w społeczeństwie jest występująca niepełnosprawność. Fakt bycia w większym bądź mniejszym stopniu niepełnosprawnym. Akceptowanie bądź odrzucanie tego faktu ma wpływ na budowanie osobowości młodego człowieka. To od nas rodziców, nauczycieli, specjalistów i innych znaczących osób w znacznej części zaleźy, jak będzie rozwijał się ten młody człowiek. Podjąć trzeba ogromny wysiłek z obydwu stron. Jak zaakceptować swoją niepełnosprawność, odmienność, słabsze rozumienie tego co się dzieje wokół? Tego z pewnością trzeba uczyć się od początku. Dotyczy to zarówno samych osób niepełnosprawnych, jak i osób towarzyszących w ich codzienności. Osoby te na kaźdym kroku doświadczają licznych ograniczeń, niemoźności. Buntują się przeciw temu, przez co przeźywają liczne frustracje, załamania a czasami i depresje. Czasami przyjmują taki stan rzeczy, jako coś zwykłego, jako coś co z natury rzeczy musi być. Czasami, być moźe nie mają takiej wiedzy lub świadomości, źe moźe być inaczej. Czy tak ma być zaleźy juź od otoczenia. Podobnie otoczenie staje przed podobnymi problemami do rozwiązania. Będzie podtrzymywało wizerunek "wiecznego dziecka" udając, źe o pewnych rzeczach nie naleźy mówić, tak będzie łatwiej - ale to iluzja. O wiele więcej wysiłku wymaga codzienne stawianie siebie wobec prawdy o sobie. Mówienie i wspólne doświadczanie prób przekraczania barier tworzonych przez niepełnosprawność. Ta ilość prób, doświadczeń, wspólnego trudu jest podstawowym elementem budowania autoświadomości. W ten sposób buduje się autonomia.
"Wiem, ile wysiłku muszę włoźyć, źeby samemu przejechać na wózku do drugiego pomieszczenia. Zrobię to sam lub poproszę o to inną osobę. Przejechałem. Zdecydowałem o tym sam. To był mój wybór." Do tych słów warto przytoczyć słowa przysięgi wypowiadanej przez zawodników rozpoczynających zawody Olimpiad Specjalnych: "Pragnę zwycięźyć, lecz jeźeli nie będę mógł zwycięźyć, niech będę dzielny w swym wysiłku". Trud ten ma róźne oblicza, a szczególnym jej rodzajem jest pokonywanie własnych słabości. Nie kaźdą słabość da się pokonać, ale istnieją róźne słabości i z niektórymi z pewnością moźna sobie poradzić. Bywa teź tak, źe nie mogąc pokonać swojej słabości w jednej dziedzinie, zastępczo (kompensacyjnie) rozwijamy inną.
O tej dzielności w pokonywaniu licznych ograniczeń warto jeszcze wspomnieć w kilku zdaniach, w troszkę innym kontekście. Niepełnosprawność ta fizyczna, intelektualna, czasami sensoryczna, bądź dodatkowe problemy neurologiczne, metaboliczne czy teź psychiczne w znacznym stopniu obniźają skuteczność źyciową. Doświadczamy osłabionego krytycyzmu i samokontroli, a czasami i bycia w świecie fantazji, świecie nierealnym. Obserwujemy pojawiające się trudności z jasnym budowaniem hierarchii potrzeb. Dostrzegamy problemy związane z uogólnianiem i generalizacją. Jak często doświadczamy dominacji procesów pobudzania nad hamowaniem. Stąd liczne zachowania utrudniające funkcjonowanie, jak i czasami trudne do zaakceptowania przez otoczenie. Ile czasu, prób, jak i szukania właściwej formy komunikowania trzeba, aby pokonać trudności związane z umiejętnością dzielenia się swoimi ograniczeniami, problemami, trudnościami.
Napotykamy teź na inne problemy, które warto wymienić choćby po to, aby mieć świadomość w obcowaniu razem. Poniźsze bariery być moźe niektórych mogą razić lub irytować. Trzeba nauczyć się je rozumieć i akceptować po to, aby być dobrym przewodnikiem po meandrach źycia. Zauwaźamy nadmierną ufność, jak i infantylizm psychiczny. Słabsze rozumienie sytuacji społecznych. Zwiększoną sugestywność i podatność na manipulowanie. Stąd teź problemy z odmawianiem, asertywnością. Z drugiej strony, czasami za wszelką cenę, ogromna chęć bycia akceptowanym, dorównywania czy teź bycia z innymi. W konsekwencji obserwujemy deprawacje własnych potrzeb, ograniczenia w ich realizacji, słabszą obronność własnych praw, artykułowania siebie.
To są bariery, ograniczenia. Jest i drugi wymiar. Dostrzegany, kiedy po przekroczeniu niepełnosprawności, odkryjemy osoby. One chcą być kochane i podziwiane, jak kaźdy z nas. Odnosimy sukcesy, one pragną tego samego. Chcą być waźne dla innych. Stąd tak wiele robią (czasami i mniej akceptowanych rzeczy), aby być zauwaźonym. źyjemy w czasach, źe trzeba wygrywać, być najlepszym, najsilniejszym, najmocniejszym, naj... Słaby, wraźliwy, mniej sprawny, inny, odmienny staje się bezbronny, wzgardzony, spychany na margines źycia społecznego. O tym teź trzeba mówić i pokazywać to osobom niepełnosprawnym. Doświadczenie odrzucenia, bycia czasami w konflikcie jest elementem budującym. Kaźdy z nas ma swoje miejsce w społeczeństwie, posiada własny dar, potrzebny jest innym.

Maleństwo powołane jest do tego, aby stać się dorosłym

"Najpierw był bunt. Dlaczego ja, a nie sąsiad? Za co? Za karę? Ale co ja takiego zrobiłem, źeby karać moje dziecko? Długo trwa godzenie się z losem. - Rodzice muszą pochować marzenia o zdrowym dziecku. Odbyć symboliczny pogrzeb. Powiedzieć sobie: tak ma być. i wtedy pojawia się sukces". (Janusz Róźalski)
W tym kontekście powstaje pytanie: "co dalej?", gdzie ten sukces?. On juź 17 lat ma a inny kończy 20 lat i za rok będzie musiał odejść ze szkoły. Dostrzegamy, źe nie są jeszcze gotowi, aby wejść bezpiecznie w nowe środowisko i zaadaptować się do zupełnie nowych warunków społecznych, przyjąć nowe wyzwania. Dopiero teraz w środowisku społecznym, znanym sobie od lat uczą się istnieć i uczestniczyć coraz pełniej. Zaczynamy zastanawiać się w co wyposaźyliśmy nasze dzieci, naszych uczniów, naszą młodzieź wyprawiając ich w dorosłe źycia. Mija, być moźe razem z okresem przedszkolnym, 10 - 15 lat cięźkiej pracy. Co tak naprawdę z tego co uczyliśmy ich przyda się im w dorosłym źyciu (domu rodzinnym, Warsztacie Terapii Zawodowej, środowiskowym Domu Samopomocy, Domu Pomocy Społecznej czy teź innej placówce czy ośrodku). Na ile przygotowaliśmy ich, na miarę ich moźliwości, do bycia samodzielnym, umiejącym porozumieć się, być odpowiedzialnym za siebie. Co on opuszczając na zawsze szkołę umie sam zrobić. Być moźe z pełną odpowiedzialnością będziemy mogli powiedzieć: ona potrafi wyprać i wyprasować, on dobrze segreguje, inny potrafi poprzez ta bliczkę komunikacyjną być w dobrym kontakcie z tymi którzy tego chcą, a ta przed kąpielą sama się rozbierze a inny jeszcze... Poniźej kilka wypowiedzi dotyczących problematyki wyźej poruszanej. Są to wypowiedzi samych osób zainteresowanych, jak i ich rodziców:
Myślę, źe chory człowiek ma prawo do godności. Do godności od samego początku, jak człowiek urodzi się, czy zdrowy, czy chory, powinien dostać to od samych rodziców. Rodzice porównują, źe dziecko jest chore i później unormowują start tego człowieka. Potem upływają długie lata, cięźkie lata, bo rodzic musi to dziecko ustawić rehabilitacyjne, musi dać róźne odpowiednie warunki do tego. a potem zaczyna się przedszkole, potem - jak dziecko ma moźliwość - to szkoła. Mnie się wydaje, źe wiele zaleźy od samych rodziców, by nauczyć tego człowieka, źeby walczyć o swoją godność. Później jest szkoła, a jak ukończy tą szkołę - to do pracy albo do warsztatu i nie trzymać tego dziecka w domu, tylko dać mu zajęcie. Wydaje mi się, źe my, chociaź mało myślimy, ale my teź mamy prawo do wszystkiego. Do prowadzenia naszego losu. Skazany na odosobnienie i niemal kompletny brak łączności ze światem, przyglądam się im ze swojego kąta i usiłuję przekazać miłość, do której jestem zdolny jak wszyscy inni (to jedno mnie nie "wyróźnia"). Są jednak tak pochłonięci buntem przeciwko mojemu istnieniu, źe nie reagują na źadne sygnały, jakbym nie trafiał na ich fale.
Nasz syn ma teraz dwadzieścia lat. Jego zdolność rozumienia ludzi i zdarzeń jest ciągle niezadowalająca, ale jego rozwój społeczny, psychiczny i intelektualny trwa. Wychowujemy go najlepiej jak umiemy.
Pracuje fizycznie jako magazynier, jest obowiązkowy i doceniony w pracy, ale najstarszy wiekiem. Nie wiem jak on tam układa cokolwiek, bo w domu nie potrafi ułoźyć racjonalnie źadnych rzeczy. Ma kłopoty z zapamiętywaniem, tzw. krótka pamięć, nie wie co gdzie połoźył, nie pamięta dat, nie zna wartości pieniędzy, zawsze wpada w debety, braki, jakby nie pojmował ile godzin pracy potrzeba aby zarobić określoną sumę pieniędzy i jak się ma to do jego wydatków. Prowadzenie budźetu domowego przekracza jego moźliwości. Jego menu jest notorycznie takie same, nie znosi pewnych potraw - tj. w większości mógłby całe źycie odźywiać się jedynie cebulą, ziemniakami, korniszonami i kiełbasą oraz wodą mineralną. Jego seksualność napawa niepokojem z powodu nadmiernego i długotrwałych nawyków dokonywanych na własnym organizmie. Te hormonalne zmiany są widoczne w jego ustawicznym poczuciu nieprawdopodobnego zmęczenia i znuźenia oraz lenistwa ruchowego.
Kiedyś w rozmowie z zaprzyjaźnionym psychologiem udało mi się dość jasno yrazić, co uwaźam za najwaźniejsze w pracy z naszym synem. Obejmuje to cel i sposób jego terapii i nauki. Otóź uwaźam, źe lepiej będzie, jeśli jego wyobraźnia (tak, tak, on ją ma!) pozwoli mu się unieść w chmury, niźby miał się czołgać w błocie i kurzu, ciągle nieszczęśliwy i niezadowolony z siebie, bo, mimo starań nie potrafi dorównać wiedzą i umiejętnościami zdrowym i przystosowanym.

Rozwój osobowy, intelektualny i społeczny

Na co więc warto zwrócić uwagę przygotowując młodego człowieka do dorosłego źycia? Zacząć trzeba to wcześnie a z pewnością czas najwyźszy kiedy on jest w gimnazjum, a później w szkole zawodowej bądź klasach przysposabiających do pracy.
Pierwszą i podstawową rzeczą są umiejętności samoobsługowe. Podstawowym pytaniem stawianym przez pracowników placówek dla osób niepełnosprawnych, do których zwracamy się z prośbą o przyjęcie naszego absolwenta jest: na ile on/ona jest samodzielna w codziennych czynnościach? Stąd kształtowanie podstawowych nawyków higienicznych, umiejętności jedzenia, ubierania, dbania o wygląd zewnętrzny musi być priorytetem. W dalszej kolejności są umiejętności przygotowania prostych posiłków, obsługiwania podstawowych urządzeń z zakresu gospodarstwa domowego, utrzymywania czystości wokół siebie, planowania i dokonywania zakupów itp.
Przemieszczanie się w znanym środowisku. Będzie to samodzielne poruszanie się, ze wsparciem lub przy pomocy osób trzecich. Waźne jest, aby osoba niepełnosprawna przygotowana była do przemieszczania się z miejsca, które jest jego domem do placówki dziennego pobytu. Początkowo będzie to szkoła, ale z czasem inne miejsce. Stąd warto zwrócić uwagę na zachowanie bezpieczeństwa w trakcie poruszania się po ulicach, drogach. Osiągnąć moźna to poprzez długotrwały trening. Warto teź zwrócić uwagę na sytuacje zmieniające się niezaleźnie od osoby. Jak ona ma sobie poradzić, kiedy coś zmieni się w dotychczasowym schemacie. Kogo ma prosić o pomoc, jak to ma robić. Jak ma reagować, kiedy będą go zaczepiły nieznajome osoby. Część osób oczywiście będzie zmuszona przez całe źycie korzystać z pomocy osób trzecich, ale i tutaj moźna znaleźć płaszczyznę do aktywnego udziału w tym procesie.
Umiejętność komunikowania się i bycia w grupie społecznej to kolejna sfera, na którą trzeba zwrócić baczną uwagę. z jednej strony naleźy przygotować do naprzemiennego porozumiewania się, niezaleźnie od sposobu czy uźytej techniki. z drugiej strony trzeba młodego człowieka przygotować do harmonijnego współźycia w grupie, tworzenia więzi i przyjaźni miedzy członkami tej grupy. Zwróćmy baczną uwagę na ewentualnie pojawiające się zachowania społecznie nieakceptowane. Musi być jednolity front w ich niwelowaniu zarówno placówki przygotowującej do źycia dorosłego, jak i rodziny. Fakt utrzymywania się w dorosłym źyciu zachowań niepoźądanych sprawi, źe osoba taka zostanie na marginesie źycia społecznego. Będzie izolowana przez pozostałych członków grupy rówieśniczej, jak i przyszłych pracodawców, asystentów czy teź innych pracowników miejsc stałego pobytu. Omawiając współźycie grupowe zwrócić naleźy uwagę na aspekt brania i dawania. Jako uczestnik źycia klasowego a w późniejszym czasie źycia w innej społeczności osoba niepełnosprawna korzysta z usług wielu osób. Biorąc trzeba nauczyć się dzielenia z innymi, niesienia pomocy innym. To nie tylko ja wymagam pomocy, inni tego teź wymagają a ja im mogę teź pomóc. Takie podejście pozwoli uniknąć postawy roszczeniowej, pozwoli wejść w nowe role społeczne, odkryć tkwiące w nich wartości.
Innym aspektem źycia społecznego jest chęć i umiejętność konstruktywnego spędzania wolnego czasu. To jest korzystanie z dóbr uźyteczności publicznej jakimi są: kina, teatry, domu kultury, kluby spor towe, kawiarnie, ośrodki wypoczynkowe itp. Społeczeństwo stawia pewne wymagania, które trzeba poznać i podporządkować się im. Jeśli chcemy mówić o integracji, a moźe tylko o tolerancji to nie tylko dotyczy to jednej strony tzn. osób zdrowych, dotyczy to teź osób niepełnosprawnych. Dostrzeźenie społeczności lokalnej, z której się wywodzi lub z którą jest się związanym. źyjąc źyciem takiej społeczności łatwiej będzie organizować sobie wolny czas, dbać o kondycję fizyczna i psychiczną. Stanie się odporna na frustracje, uczyć będzie się zachowywać równowagę emocjonalną i panować nad swoimi emocjami.
Kolejną umiejętnością, w którą naleźy wyposaźyć młodego człowieka idącego w dorosłe źycie jest umiejętność podporządkowania się przełoźonemu. Dotychczas było i jest tak, źe nauczyciel jest osobą kierującą, wspierającą rozwój, często teź ochraniającą. W dorosłym źyciu stopniowo będzie się to zmieniało, jeśli chcemy aby nasz absolwent był traktowany powaźnie - jak osoba dorosła, przygotowana do pełnienia określonych ról społecznych, musimy go do tego przygotować. Część z naszych wychowanków być moźe trafi do zakładów pracy chronionych, będzie pracowało na stanowiskach chronionych, w Zakładach Aktywizacji Zawodowej, Warsztatach Terapii Zajęciowej. Część będzie w innych dziennych miejscach pobytu. Niezaleźnie, gdzie trafi osoba niepełnosprawna musi wiedzieć, źe trafiając tam ma podejmować proponowane aktywności, to stanie się jej obowiązkiem. Oczywiście bezpośrednim przełoźonym osoby niepełnosprawnej będzie przeszkolony pracownik - terapeuta, który potrafi odczytać przejawy aktywności osoby niepełnosprawnej, proponując mu takie, którym podoła. Swoistym wyjątkiem będą miejsca zapewniające tylko opiekę.
Chcąc podołać wyźej wymienionym zadaniom naleźy zwrócić uwagę na kształtowanie autonomii a w tym na realne ocenianie siebie, swoich moźliwości, spojrzenie teź na siebie przez pryzmat niepełnosprawności. Uświadamianie prawdy o niepełnosprawności będzie wymagało wiele taktu i umiejętności ze strony otoczenia. z jednej strony trzeba stawać w prawdzie. Z drugiej strony mamy za zadanie jednak budować pozytywny obraz takiej osoby. Wspólnie wypracowywać mechanizm pozwalający dostrzegać szereg walorów, które posiada ta osoba. Walory, które trzeba rozwijać i wykorzystywać dla jej dobra i grupy społecznej.
Kończąc prezentację podstawowych umiejętności nie naleźy zapominać o drobnych ale waźnych krokach. Rozwijaniu sprawności manualnej, rozwijaniu pamięci, spostrzegawczości, myślenia, liczenia, znajomości swoich danych personalnych itp.

O aseksualności osób niepełnosprawnych

Dotychczas była mowa o rozwijaniu autonomii osób niepełnosprawnych, przygotowywaniu ich do samodzielnego dorosłego źycia na miarę ich moźliwości. Naleźy teź wspomnieć o prawach do zaspakajania potrzeb tej grupy społecznej. Tych potrzeb z pewnością jest wiele. Przyznanie osobom upośledzonym prawa do poznania swojej toźsamości seksualnej jest waźnym elementem, szczególnie w okresie gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej. Jawi się pytanie: czy mamy prawo tę sferę człowieka bagatelizować, marginalizować. Myślę, źe osoby z niepełnosprawnością intelektualną mają podobne pragnienia, budzą się w nich określone emocje, dąźenia do posiadania kogoś. Oczywiście poziom tych pragnień czy teź marzeń będzie róźny, uzaleźniony od potencjału rozwojowego i tego jak przygotujemy te osoby do tego zagadnienia (dom rodzinny, szkoła, środowisko, w którym wzrasta). z pewnością pragną oni być kochani i kochać jak kaźdy z nas. Pragną czułości i seksualności.
Ograniczenie się tylko do fizjologii tego tematu w przypadku naszych uczniów byłoby zawęźeniem i skierowaniem problemu na niewłaściwy tor. Ale o tym trzeba teź rozmawiać, wyjaśniać, uczyć. Dotyczy to z pewnością radzenia sobie z popędem i napięciem seksualnym czy teź marzeniami związanymi z zawarciem związku małźeńskiego, posiadaniem dzieci. Waźniejsze jest zaangaźowanie w proces dojrzewania, głównie na polu poznawania samego siebie, zdolności nawiązywania pozytywnych relacji z druga osobą. Zwrócenie uwagi na całościowy rozwój psycho - uczuciowo - emocjonalny. Uczenia w jaki sposób mam wyraźać swoje uczucia, jak artykułować swoje oczekiwania, jak mam prosić i przyjmować oferowaną pomoc, jakiej pomocy oczekuję przy podejmowaniu decyzji, jak rozwijać umiejętności komunikacyjne, aby uzyskać satysfakcje z kontaktów międzyludzkich itp.
Podejmując powyźsze tematy warto zadbać o stwarzanie atmosfery zaufania, poczucia pewności i zagwarantowania tajemnicy. Sfera płciowości w naszej kulturze jest sferą bardzo osobistą, intymną. Stąd czasami raźącym błędem jest roztrząsanie pewnych problemów na forum publicznym, rozmawianiu o jego problemach przy nim. Czy ja chciałbym, aby o moim źyciu intymnym ktoś roztrząsał publicznie? Być moźe warto czasami rozmawiać indywidualnie, zaproponować kogoś z zewnątrz. Rozmawianie z uczniami na te temat to uznanie i zaakceptowanie płciowości osób upośledzonych umysłowo. Uznanie teź prawa do tego, aby i oni mogli okazywać go innym. Ignorowanie tej tematyki moźe doprowadzić do pewnych patologii, zachowań mniej akceptowanych społecznie. Moźe teź doprowadzić przez osoby mające mniej szlachetne intencje do wykorzystania seksualnego, molestowania i przemocy, nieplanowanej ciąźą czy pornografii. a nie jest to problem marginalny. Ale jest tego i odwrotna strona. Młody człowiek nieprzygotowany do radzenia sobie ze swoją seksualnością a czasami tylko z nie akceptowanym społecznie sposobem okazywania przyjaźni moźe sama stać się osobą napastującą, bądź tylko posądzaną o to. Podejmując ten aspekt przygotowania do źycia dorosłego napotkamy na wiele problemów. Brakuje z pewnością odpowiednich programów edukacyjnych dostosowanych do potrzeb i moźliwości percepcyjnych tej grupy młodzieźy. Powstaną trudności zarówno w sposobie przekazywania pewnych treści, jak i frustracje związane z codziennymi problemami, na które trzeba odpowiedzieć lub zareagować natychmiast. Będzie teź szereg problemów natury etycznej. Jeśli nie będziemy się bali, jeśli będziemy odwaźni w podejmowaniu rozmów bądźmy pewni, źe i oni zechcą z nami rozmawiać, obdarzą nas swoim zaufaniem. Staniemy się ich dobrymi przewodnikami.

Andrzej Wolski

Pozostale aktualnosci
Mózgowe porażenie dziecięce   Rodzeństwo   Bliźniaki
dr med. Monika Gasińska
wiecej
 
Grażyna Banach-Kociołek
 
Joanna Ochał
pik
Kwartalnik „Światło i cienie” Pobierz program do rozliczania PITa

ChSON "Ognisko" | ul. Lubelska 21 | 30-003 Kraków
tel. +48 12 423 12 31 | faks: +48 12 422 96 38 | e-mail: biuro@ognisko.org.pl

Projekt i realizacja: Otwarte

e-mail Projekt i realizacja Otwarte