Top
Przekaż 1% podatku
Przekaż 1% podatku

Darowizny na rzecz Stowarzyszenia

Bank PEKAO S.A o/Kraków

28 1240 1431 1111 0000 1045 1072

Czytelnia

Chwila Refleksji
Kreska strona
Numer 2/2004
Powołanie to zaakceptowanie tego czym zostałem obdarzony. W kontekście niepełnosprawności powołanie to dotyczy zarówno samej osoby, jak i jej rodziny. Fakt doznania niepełnosprawności a przystosowanie się do niej to długa i ciężka droga. Z pozoru nie mająca jasnego końca. Pojawia się na niej wiele trudności, jak i radości, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Czasami są sytuacje nas przerastające, i po ludzku rzecz biorąc trudne do zaakceptowania i zrozumienia.
Niepełnosprawność to droga właściwie nigdy nie kończąca się w pokonywaniu swej słabości, odmienności, ale też i w pokonywaniu barier stwarzanych przez otoczenie. Szczególnie niepełnosprawność intelektualna jest trwałym faktem. Ona towarzyszy całe życie, daje o sobie znać na każdym etapie życia, we wszystkich sytuacjach życiowych. O tym fakcie osobie nim dotkniętym przypomina również bez końca społeczeństwo. Pomimo licznych deklaracji, tworzonego prawa, asygnowanych środków finansowych i medialnego, okazjonalnego nagłaśniania, osoby te pozostają na marginesie życia społecznego. Nagłaśniamy problemy integracji ale pod warunkiem, że nie będzie to odbywało się w bezpośrednim moim otoczeniu. Osoba niepełnosprawna pojawiając się na mojej drodze zaczyna burzyć mój poukładany świat. Stąd może i czasami bezwiednie spychamy te grupę osób na obrzeża naszej świadomości, naszego służenia swoim powołaniem innym osobom.
Możemy zapytać: a cóż może zaoferować mi osoba o obniżonym intelekcie, mnie który co dnia wobec siebie i innych udowadniam ciągłe wspinanie się na wyżyny ekonomiczne, towarzyskie itp. Być może osoba ta staje na mojej drodze nie po to aby odmienić mój intelekt, moje myślenie, ale moje serce.
W Ewangelii znajdujemy takie słowa: "Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością" (Mk 10, 21) - wezwał go by szedł za nim wyrzekłszy się wszystkich swoich dóbr, by w pełni zaufał mu. Człowiek ten nie zaakceptował tak radykalnego wezwania, bał się utraty tego, co dawało mu poczucie bezpieczeństwa. Odwrócił się od Jezusa. "Często ludzie silni i bogaci nie chcą tej przemiany. Są zadowoleni z siebie. Bronią się swoimi dobrami kulturowymi i materialnymi, swoimi pewnikami i wypróbowanym sposobem działania". (Jean Vanier Kochać aż do końca)
Osoba niepełnosprawna intelektualnie nie jest zadana nam do wzmacniania tego czego boimy się utracić. Swoją słabością i ubóstwem staje się znakiem sprzeciwu. Jej obecność staje się dla nas wymagająca. Pokazuje, że walka o lepsze miejsce, o samopotwierdzenie nie jest istotne. Wymaga od nas przemiany serc, określonej wewnętrznej postawy. Pomaga przyjąć właściwe miejsce, dary i powołanie w tym co się robi, a zarazem odkryć i zaakceptować innych, ich miejsce, ich dary i powołanie. "Nasze serce z kamienia, pełne lęków i zahamowań, potrzebuje przemiany w serce z ciała, żywe, podatne na zranienia, współczujące, otwarte na innych". (Jean Vanier Kochać aż do końca)
Osoba niepełnosprawna w filozofii Jeana Vanier to osoba uboga. Niepełnosprawność nie obnosi się sobą. Stąd ubodzy są cisi. Fakt ten dostrzegają i inni, którzy mieli i mają bezpośredni kontakt z podobną sferą życia społecznego. "Nędza nie płacze, nędza nie ma głosu. Nędza cierpi, ale cierpi w milczeniu. Nędza się nie buntuje. Ona nie jest medialna we współczesnym konsumenckim świecie."(R. Kapuściński Autoportret reportera). Zaburza dobre samopoczucie, samozadowolenie. Redukujemy wszystko do minimum co burzy ten obraz. Zaczynamy jedynie słyszeć jej cichy głos w momencie kiedy pojawia się nadzieja. Na poprawę sytuacji, w wyzdrowienie czy ratunek, dodaje ona sił, energii, mobilizuje do walki, obrony a także przekroczenia czasami siebie i możliwości własnego rozwoju. Głos ten zaczyna być słysazny ale sporadycznie, okazjonalnie. Kiedy pojawi się wiara, że uda się coś poprawić.
A życie biegnie swoim twardym rytmem. Od niepamiętnych czasów ubodzy tej nadziei nie mają. Bo któż z nas zatrzyma się na ubogim w wirze codzienności, spieszenia się do coraz to nowych spraw. Oni doskonale wiedzą o tym i nawet nie próbują nas zatrzymać.
czy byliśmy prawdziwi - sprawdził mimochodem.

Spotkanie

Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
tak dokładnie zwyczajny, że nie wiemy o tym
jak osioł co chciał zawyć i nie miał języka
lub chrabąszcz co swej nazwy nie zna po łacinie
będziemy się mijali nie wiadomo po co
spoglądali na siebie i sięgali w ciemności
myśleli o swym sercu że troszkę zawadza
jak wciąż ta sama małpa w secesyjnej klatce
ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
jeśli mniej religijny - bardziej chrześcijański
wspomni coś od niechcenia, podpowie adresy
jak śnieg antypaństwowy co wzniosłe pomniki
z wyrazem niewiniątka zamienia w bałwany
niekiedy łzę urodzi ważniejszą od twarzy
co pomiędzy uśmiechem a uśmieszkiem kapie
ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi
nagle zniknie - od razu przesadnie daleki

ks. Jan Twardowski
Zeszyt Mamusi
LSW Warszawa 2000

Pozostale aktualnosci
Mózgowe porażenie dziecięce   Rodzeństwo   Bliźniaki
dr med. Monika Gasińska
wiecej
 
Grażyna Banach-Kociołek
 
Joanna Ochał
pik
Kwartalnik „Światło i cienie” Pobierz program do rozliczania PITa

ChSON "Ognisko" | ul. Lubelska 21 | 30-003 Kraków
tel. +48 12 423 12 31 | faks: +48 12 422 96 38 | e-mail: biuro@ognisko.org.pl

Projekt i realizacja: Otwarte

e-mail Projekt i realizacja Otwarte